Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kociska i inne zwierze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kociska i inne zwierze. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 listopada 2013

Kupując - pomagasz

Można pomóc karmić zwierzaki - codziennie klikamy i wybrane schronisko dostaje kasę na 1 posiłek... Zawsze coś, bo tam się nigdy nie przelewa. W niechciane zwierzęta nikt nie inwestuje, Unia nie dotuje, budżet zawsze ma pilniejsze wydatki... Więc jeśli jest sponsor i tylko prosi o kliki?

https://www.facebook.com/kupujacpomagasz

  

piątek, 1 listopada 2013



Przypmoniam: nie wyrzucajcie starych kocy, ręczników, zasłon, prześcieradeł, poszewek, wykładzin, garnków. Zniszczone  rzeczy, które ludziom się już nie przydadzą, mogą posłużyć zwierzętom!!! Sprawdź w najbliższym schronisku lub fundacji czy przyjmują takie rzeczy.

niedziela, 27 października 2013

Batman

Dziewczyna syna musiała się przeprowadzić, kot dostał eksmisję. Próbowała go upchnąć w różnych miejscach, w końcu przywieźli mi biedne, utytłane i przerażone stworzenie. Wymiękłam.

Teraz ten terrorysta strzępi mi pazurami fotele, bezczelnie spaceruje po stole (odciski łap na rozwałkowanym cieście!), a w nocy z hałasem włamuje się do sypialni i autentycznie CHRAPIE! Wypasione bydlę ma alergię na wszystkie karmy oprócz tej najdroższej, ech!



czwartek, 24 października 2013

Kolejowe koty


Trafiają tu przypadkiem. Wygłodniałe, wystraszone, nieufne. Rzucają się na kawałek chleba, oderwany z kanapki.
Kiedyś były kotami domowymi - pieszczonymi, oswojonymi, kochanymi. A któregoś dnia zapewne pan wsadził kociaka do samochodu, wywiózł za miasto i wypuścił w krzakach… "Kot sobie poradzi"… Nie będzie już drapał pięknych foteli ani spał na sukience pani. Ani zostawiał sierści na czarnych spodniach pana. Ani miauczał o jedzenie, kiedy państwo się spieszą.
Tutaj wtulają się w umorusany, ciepły drelich człowieka, który przysiadł zmęczony. Tu bez przeszkód drapią kolejowe obskurne siedzenia.  Kładą się spać na połamanym stołku przy grzejniku. A ludzie dzielą się z nimi swoją kanapką, przynoszą puszkę whiskasa w tajemnicy przed żoną, która liczy każdy grosz z marnej pensji…W prowizorycznej miseczce - podstawce wyciągniętej spod doniczki - dostają czasem porcję mleka.
Koty ciężko pracują na swój ciepły kąt. Kiedy wyłapią już wszystkie myszy, a nawet szczury w pomieszczeniach, przynoszą swoje trofea z daleka, żeby pokazać człowiekowi swoją przydatność - i podarować…
Kolejowe koty nie żyją długo. Lawirują między wagonami, przebiegają przed rozpędzoną lokomotywą; przestraszone hałasem, zdezorientowane wybiegają spod jednego pociągu - prosto pod drugi…
Nie są tu bezpieczne. Ale nie mają alternatywy: nikt inny ich nie chce…

PS. Może ktoś chciałby chociaż tego małego? Jest grzeczny, kochany i taki jeszcze ufny... Szkoda go... Całe kocie życie przed nim...

PS 2: Kotek ma szansę na domek!

PS 3: Hurrrrra!!! Kotek już ma swój dom :)


wtorek, 22 października 2013


Dostałam kontakt do karmicielki, która dokarmia 17 kotów. W gminie Psary. Znikąd pomocy. "Życzliwi" podrzucają jej kolejne, niechciane kotki - efekt braku sterylizacji zwierząt.

Gmina zabezpieczyła 80 000 zł na rok 2013 na cele opieki nad zwierzętami bezpańskimi - głównie psami i kotami. Dokarmianie, sterylizacja, szukanie domków.



Pani wyposażona w wydruk uchwały udała się do urzędu.
Niedowierzanie.
- gdzie pani taką sumę znalazła??? 
Oburzenie.
- to są pani koty, bo pani je karmi na podwórku!!!

Bezczelność po prostu.  
Jak ona śmiała przyjść po jakieś pieniądze...

sobota, 19 października 2013

poniedziałek, 14 października 2013



Pasiasty. Drapacz foteli i ogryzacz książek.
Konsumuje wszystko: romansidła i literaturę naukową. Ale prawdziwym przysmakiem są zakładki i fiszki...
Pasiasty nie miał szczęścia od początku. Kiedy już zaczął patrzeć na oczka, przyniesiono go wraz z rodzeństwem do uśpienia - właściciel nie zadbał o sterylizację kotki, a więcej kotów nie chciał mieć...
Ale nasz weterynarz nie usypia zdrowych zwierząt. Zadzwonił do pani Janki z fundacji.
Pani Janka kotki zabrała, odrobaczyła i wyadoptowała w świat.
Mój kot z nowym imieniem - Mruczek - trafił do rodziny z małym dzieckiem. Jak przebiegała asymilacja - nie wiadomo; w każdym razie Mruczek zachorował. Pan próbował go leczyć, ale kiedy pojawiły się trudności, odwiózł kilkomiesięcznego już kotka pani Jance.
Pani Janka kota wyleczyła, a jakże. Ale pan wrócił już tylko po pustą klatkę... Kota już nie chciał.
Dla dużego kota już nie tak łatwo znależć właściciela. Zwłaszcza gdy jest to tylko zwykły, szaro-bury Mruczek... Mruczek zamieszkał w klatce w piwnicy, bo pani Janka była już totalnie zakocona i zapsiona. Przez pół roku w niewielkiej klatce, w przyćmionym świetle piwnicznego okienka...
Kiedy go przywiozłam, nie miał wcale wąsów. Wypadły od tarcia głową o pręty...
U mnie ma przestrzeń do biegania i drugiego kota do zabaw i bijatyk. Ma mięciutkie futerko i wtula się we mnie, gdy tylko się położę. I mrrrrrruczy :)  Ma umaszczenie w kolorze cappuccino, albo snickersa, albo czekolady... Dlatego teraz nazywa się Deser. Jest taki słodki :) A wąsy ma imponujące.
Największy wyczyn: przerobienie na konfetti umowy ubezpieczenia mieszkania. Pomniejsze dokonania: odgryzienie rogu zgłoszenia do ubezpieczenia córki i mojego RMUA. Jednym słowem, specjalista od ubezpieczeń!